czwartek, 23 października 2014

Edith Nesbit "Pięcioro dzieci i coś"

Pamiętam z odległego dzieciństwa, że oglądałam serial dla dzieci, który robił na mnie ogromne wrażenie. Długo nie wiedziałam, co to było, ale po latach znalazłam na youtube maleńki fragment:
Tak, to było „Pięcioro dzieci i coś”. Kiedy byłam dzieckiem, Piaskoludek przede wszystkim mnie jednak przerażał. Teraz postanowiłam spotkać się z nim ponownie na kartach książki. I mocno zrewidowałam moje wyobrażenia o Pamsuku wydobytym nie tylko z piasków żwirowni, ale i z odmętów pamięci. A powieść Nesbit bardzo mi się podobała, przynajmniej w warstwie przygodowej. Książki z motywem spełnianych życzeń i perypetii z nich wynikających są fajne zawsze, tutaj dodatkowo historia okraszona jest lekką nutką dydaktyki: wszak dzieci wyciągają wiele wniosków ze swoich przygód zapoczątkowanych niefortunnie i lekkomyślnie wypowiadanymi życzeniami. I tak na przykład najbardziej podobał mi się rozdział, gdy dzieci wypowiedziały życzenie, aby każdy był zachwycony Barankiem i chciał ich najmłodszego braciszka. I faktycznie, chciał go każdy, ale kiedy czar minął, dzieci uznały, że one chcą go i lubią nawet bez czarów Piaskoluda. Właśnie ta przemiana i to samopoznanie podobało mi się w bohaterach najbardziej. Małym czytelnikom zapewne przypadają  do gustu (sądząc po popularności książki i ilości) same przygody rodzeństwa.
 Irytował mnie tylko w tej lekturze uporczywy autotematyzm autorki i typowe niestety dla literatury angielskiej wtręty dydaktyczne. Same puenty przeżywanych przygód były już swoistym morałem, wkładanie do tej uroczej książki tylu innych umoralniających treści było już, moim zdaniem, przesadą. Ale, jak pisałam, taka była przecież angielska literatura dziecięca. Tak czy siak, choć od napisania książki upłynęło już ponad sto lat, nie powstydziłby się jej zapewne żaden współczesny postpotterowy pisarz. I to jest najważniejsze. Książka interesująca jest także dlatego, że można ją z dzieckiem „przegadać”, porusza wyobraźnię, uczy odpowiedzialności za swoje czyny. Pokazuje też dobre, choć BARDZO książkowe wzorce kochającego się rodzeństwa. Chciałabym, żeby i Ola szybko poznała Pamsuka i nie bała się go, jak ja kiedyś… dawno temu:-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz