wtorek, 14 października 2014

"Sny i tobołki Pana Pierdziołki"


Z wielką radością powitałyśmy z Olą trzecią część  Pana Pierdziołki. "Pierdziołkomania trwa" - można przeczytać na okładce. To prawda, w naszym domu też. Ola uwielbia te zbiorki; migiem uczy się na pamięć co bardziej prymitywnych wierszyków (to akurat fajne - że uczy się, oczywiście) i z chęcią recytuje je w miejscach przeznaczonych do tego lub nie (to akurat mniej fajne). Co by nie powiedzieć o tej serii, jej przedziwnej oprawie graficznej i odważnym doborze tekstów (trzecią część mocą władzy rodzicielskiej ocenzurowałam i wszystkiego nie czytam), wygrywa ona z innymi "pierdziołkopodobnymi" wydawnictwami, a przede wszystkim ocala ten zapominany już "folklor słowny dzieci i młodzieży" (jak to fachowo mądre głowy nazywają). I chociaż w trzeciej części wkradły się już teksty niewiele mające wspólnego z owym folklorem, tak jakby autorom serii już powoli prawdziwych pierdziołkowych tekstów brakowało, to nie szkodzi. Seria i tak przeważa nad podobnymi zbiorkami.
Oto na przykład malutki objętościowo zbiorek Grega:
Wszystko fajnie, tylko i w nim nastąpiło przemieszanie tekstów różnych gatunkowo, a i infantylna (wiem, to książka dla dzieci, ale jakoś to wszystko się tu nie klei) szata jakoś nie zachwyca:
Mamy w Księgogrodziku jeszcze jeden zbiorek, który lubimy:
Wyszło, zdaje się, kilka części. Warstwa ilustracyjna jest tu znacznie bardziej udana, ale zarzut podobny: przemieszanie tesktów z różnych parafii. Od rymowanek przechodzących z dziada na wnuka:-) do współczesnych tekstów literackich.
Dlatego właśnie wciąż sięgamy do Pana Pierdziołki. A Ola rymuje...
Aha, i na koniec, w ramach ciekawostki "przyrodniczej". Pan Pierdziołka podpisywał zbiorki ze sobą w roli głównej podczas Warszawskich Targów Książki. Wyglądał tak:
Koniec ciekawostek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz