poniedziałek, 24 listopada 2014

Iwona Łukasik "Promienie słońca"

Macie ochotę na ambitną poczytajkę? Tak, to nie jest pomyłka. Ambitna, ale poczytajka. Poczytajka, ale ambitna… To się wcale nie wyklucza! Mało tego, u Iwony Łukasik zgrabnie splata w atrakcyjną czytelniczo całość. Bo sama fabuła książki jest „poczytajkowa”, to się nie da ukryć: absolwentka polonistyki przenosi się do Warszawy i trafia do pracy przy popularnym serialu telewizyjnym. Nie, nie myślcie sobie, zwłaszcza panie polonistki, nie jest aż tak różowo… trafia tam jako pomocnica krawcowej.  Poznaje przystojnego Gerarda, amanta filmowego grającego główną rolę w serialu. Ojciec Gerarda trzyma w garści świat wydawniczy, ale pragnie przekazać dobrze prosperujące wydawnictwo w ręce jednego ze swoich synów. No i jak myślicie? Weronika trafi do tego wydawnictwa? I jaką drogą?  Dodam dla utrudnienia, że natura nie poskąpiła jej inteligencji i dobroci serca, poskąpiła natomiast urody: dostała w prezencie od losu wściekle rude włosy i piegi w bonusie. No to jak… myślicie, że zaprzyjaźni się z najprzystojniejszym aktorem w stolicy? I że coś z tego będzie? Nie powiem! Przeczytajcie! Nie pożałujecie, bo mimo pozornie romansowej fabuły, wykorzystującej schemat Kopciuszka, Pięknej i Bestii, czy czego tam jeszcze (i jakie to ma z drugiej strony znacznie, przecież my nawet podświadomie szukamy tych schematów), powieść jest niezaprzeczalnie czytelniczą gratką. Główna jej wartość tkwi w języku, jedynym w swoim rodzaju. Autorka kreuje banalną historię z wirtuozerią słowa, z wirtuozerią skojarzeń! Wspaniały język, pełen błyskotliwych porównań, przegadany kiedy trzeba, bo choć autorka puszcza cugle, wie też, kiedy zastopować. Panuje nad materią języka jak mało który autor „poczytajek”. Dlatego warto sięgnąć po tę książkę. Nie chodzi tu nawet o dzianie się (a dzieje się, oj dzieje), ale o obcowanie z językiem. I z punktami widzenia, bo autorka sięgnęła po znany już w literaturze, ale wciąż atrakcyjny chwyt formalny: wydarzenia opisywane są kolejno z punktu widzenia kolejnych bohaterów historii. Ale oprócz tego jest w książce coś jeszcze: cała galeria mistrzowsko nakreślonych epizodycznych postaci. Jeśli dodać do tego subtelny humor (no, momentami nie taki subtelny, bo płakałam ze śmiechu), prostą życiową mądrość i potrzebny nam wszystkim dystans głównej bohaterki – mamy znakomitą lekturę na jesienne wieczory. Polecam z całego serca, a autorce szczerze kibicuję. I chcę więcej!!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz