niedziela, 2 listopada 2014

Zbigniew Brzozowski "Opowieść o Ewie"

„Opowieść o Ewie” to książeczka niewielka objętościowo, ale odwrotnie do objętości zapadająca w pamięć. Oj, na pewno. Główna bohaterka, dorastająca Ewa, ma nieszczęśliwy wypadek samochodowy. Trafia do szpitala, przechodzi kolejne operacje i zawinięta w gips od stóp po ramiona leży tak kilka miesięcy, bez większych nadziei na odzyskanie sprawności.  Opowieść jest więc zapisem przeżyć Ewy zawiniętej w „kokon” – jak mówili o niej inni dziecięcy pacjenci. Zapisem czasu upływającego w szpitalu; powolnego, trudnego oswajania szpitalnej rzeczywistości. A nie jest to przecież rzeczywistość dzisiejsza, tylko bardzo różniąca się od niej rzeczywistość lat osiemdziesiątych. Wszystko tu byle jakie, nawet matka ma trudności z odwiedzinami u córki. Chociaż nie brakuje tu momentów smutnych i do głębi poruszających, nie jest to jednak opowieść dołująca. Ewa jakoś tę rzeczywistość oswaja: opowiada innym pacjentom bajki, przeżywa nawet pierwsze zauroczenie. Kapitalny jest opis,  gdy chłopiec Leonardo po kryjomu przed lekarzami rzeźbi dzieciakom w gipsach różne motywy. Albo kiedy dziewczynki robią pudełka z klisz rentgenowskich. Bardzo porusza natomiast moment, gdy Ewa lituje się nad jedną z najmłodszych pacjentek tęskniących za mamą i trzyma ją w ciemności za rękę. Jest też jedna scena, którą chyba zapamiętam na zawsze. Gdy do sali Ewy przywożą dziewczynkę po operacji, a następnego dnia już jej nie ma: Z tej nocy Ewa jeszcze pamięta, że kiedy już znowu zasypiała… A może już zasnęła? A może tylko jej się śniło?... (…) Wózek przystanął tuż za oknem. Leżała na nim okryta prześcieradłem dziewczynka o ciemnych włosach. Powiew wiatru odkrył jej twarz. Śnieg zawiewał na taras. Płatek śniegu leżał na wargach Marty i nie topniał.
W końcu Ewa wychodzi ze swojego gipsowego kokonu i zaczyna mozolną naukę chodzenia. Powieść kończy się więc dobrze, ale ten nietopniejący płatek śniegu zapada mocno w pamięć.

Książka napisana jest wspaniałym, poetyckim językiem. Bardzo sensualnym – bo oddziałuje na wyobraźnię zapachami, opisami zmieniających się świateł, pór roku, odgłosami szpitala.  Opowieść krótka, ale niezwykle skondensowana, zamknięta ramą kilku niezwykłych metafor, mądra życiowo. Perełka. Jak wszystkie książki Zbigniewa Brzozowskiego. 

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że trafiłam na Twoją recenzję, już szukam tej książki. Niby nie ma w niej fajerwerków, ot szpitalna rzeczywistość lat 80. to jednak autor uchwycił coś bardzo uniwersalnego - motyw choroby, samotności czy śmierci. Obraz nietopniejącej śnieżynki jest o wiele bardziej wymowniejszy niż opisywanie pustki...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, na mnie właśnie dlatego zrobiła niezapominanie wrażenie.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ra książka wpadła dosłownie w moje ręce w bardzo trudnym momencie życia. Byłam chora,przykuta do łóżka...też chora na kręgosłup... Bardzo emocjonalnie podeszłam do tej lektury... Czytałam ja ciągle i prawie znałam na pamięć. Później moja koleżanka również chorowała. Długo leżała w szpitalu. Pożyczyłam jej tą książkę. Też jej pomogła. Czuje się jedność z Ewą, daje nadzieję. Polecam gorąco.

    OdpowiedzUsuń