niedziela, 7 grudnia 2014

Pavel Srut "Niedoparki"

No to już wiem, dlaczego nie zawsze mogę skompletować wszystkie pary skarpetek, a przynajmniej znalazło się na to zjawisko jakieś sensowne usprawiedliwienie. To czeskie niedoparki! To one! Są już w Polsce! I to od dwóch lat, choć ja sama odkryłam je przypadkiem dopiero teraz! Znakomita książka o stworzeniach, które żywią się ludzkimi skarpetkami, ale kradną zawsze jedną z pary. Autor kapitalnie konstruuje ich świat, otoczenie i zasady, którymi się kierują. A więcej tu skarpetek niż gdziekolwiek indziej (co podkreśla zresztą warstwa graficzna książki). Czeski pisarz tworzy oryginalny świat, do którego powracałam w trakcie lektury z przyjemnością i rozkoszą. Świat niezwykle zabawny – dodam, choć humor książki opiera się nie tylko na „skarpetkowych detalach”, nie tylko na subtelnym, rozsianym gdzieniegdzie absurdzie słownym, ale przede wszystkim na warstwie fabularnej – perypetiach niedoparków i ich relacjach z ludźmi (z kapitalnym profesorem Kędziorkiem na czele). Mimo iż celem lektury wydaje się przede wszystkim dobra zabawa, jest  tu też miejsce na podstawowe wartości: głównie przyjaźń, także tę trudną, między niedoparkiem a człowiekiem (wspaniała postać pana Wawrzyńca – tego „trochę nie do pary”, bardzo mnie ten jego opis wzruszył). Jest i mowa o umieraniu – bo czym jest ulotnienie się dziadka Hihlika jak nie wspaniałą, poruszającą serce sceną śmierci, którą można wykorzystać pięknie w rozmowach z dzieckiem. Jednym słowem książka jest totalnym czytelniczym hitem dla wszystkich grup wiekowych. Bo i do dorosłych skarpetkowy świat przemówi aluzjami i konwencjami (z postacią nieroparka Padre na czele!). Jeśli tylko uda mi się „dorwać”  drugą część, rzucę się na nią co najmniej z takim smakiem jak zgłodniały niedoparek na skarpetkę!
I tylko, aby kolorowo tak bardzo nie było, dwa słowa o warstwie graficznej, która, z tego co się zorientowałam, jest w całości obcym importem. Oczywiście, bardzo udana, choć momentami nie do końca zrozumiała (szczególnie to rozstrzelenie tekstu i patologicznie szerokie marginesy przy małej wielkości fontu – zasadności tego posunięcia nie rozumiem, ale wizja to wizja). Dobrze natomiast, że złożona została mało u nas wciąż popularną chorągiewką.  Książka wydana została z rozmachem: twarda okładka, grubszy papier – niestety jest przez to ciężka i nieporęczna. No ale cóż, z rozmachem to z rozmachem, na pewno zasługuje na taką zacną oprawę.

Aha! I polecam stronę cyklu: http://www.niedoparki.pl  To znowu chwalebny przykład dobrej, nowoczesnej promocji! Oby więcej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz