niedziela, 1 lutego 2015

Iwona Łukasik "Rude szczęście"

Z nieukrywaną przyjemnością sięgnęłam po kontynuację książki „Promienie słońca” (których recenzja w Księgogrodzie tutaj: http://www.ksiegogrod.blogspot.com/2014/11/iwona-ukasik-promienie-sonca.html) i z radością spotkałam powtórnie z poczciwą, piegowatą do bólu Weroniką Promyk. Nie ukrywam, że pożerała mnie też ciekawość, jak rozwiążą się jej losy w wydawnictwie „Semantio”. Druga część książki pełna jest intryg i międzyludzkich rozgrywek, ale jej finał… No właśnie, jak myślicie, jak skończy się historia rudego Kopciuszka? A jak chcielibyście, żeby się skończyła? Myślę, że podczas lektury każdy projektuje sobie przyszłość Weroniki po swojemu i wedle swoich potrzeb. Nie zdradzę oczywiście finału, no może jedynie to, że wygrywa jak zwykle  ŻYCIE – z całą swoją bolesną konsekwencją… Zanim jednak następuje wielki finał dziwnego związku brzydkiej dziewczyny i przystojnego, bogatego Gerarda, czytelnik otrzymuje kolejną dawkę znakomicie rozegranych, wciągających intryg i zwrotów akcji. Autorka tworzy żywe, oryginalne postacie, mocno pogłębione psychologicznie, ale raczy także czytelnika znakomitymi portretami epizodycznych indywiduów, dla których warto sięgnąć po tę żywą, wartką powieść. Sam język zaś powieści, oj… czysta przyjemność lektury, ale pisałam o tym przy okazji pierwszej części powieści, więc nie będę powtarzać, choć chyba i tak już powielam ten zachwyt. Powieść napisana z rozmachem i przytupem. Z literackim pazurem. Gratuluję autorce raz jeszcze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz