czwartek, 21 maja 2015

Roma Ligocka "Droga Romo"

Moje odczucia co do pisarstwa Romy Ligockiej zaczynają być ambiwalentne. Skrajnie ambiwalentne.  Z jednej strony sięgam po Jej książki, szukając tej jedynej w swoim rodzaju melancholii. Sięgam po jej książki, gdy chcę rozliczyć się ze swoim życiem. Jest to twórczość bez wątpienia bardzo potrzebna czytelnikom. Terapeutyczna.  Dlatego nie zrozumcie mnie teraz źle – piszę dokładnie to, co chcę napisać: z tego samego powodu zaczyna mnie też irytować – bo jest terapeutyczna zawsze. Zawsze i niezmiennie. Boli i boli zawsze tak samo. Pani Roma wciąż rozdrapuje te same rany, wciąż z nienaturalnym uporem powraca do tych samych zranień. Po którejś z kolei książce zastanawiam się, czy tak dalej można, wciąż od nowa i od nowa… Moje zadziwienie tą nieustanną potrzebą zaczyna niebezpiecznie rosnąć. O ile przy lekturze wcześniejszych powieści właśnie to chroniczne rozdrapywanie ran uważałam za największą tych książek siłę, o tyle teraz… sama już nie wiem, ale coś zaczyna mnie mierzić, coś uwierać. Zaczynam się męczyć.
*
Jest taki wiersz Szymborskiej „Kilkunastoletnia”, zamieszczony w tomiku „Tutaj”:
Ja – kilkunastoletnia?
Gdyby nagle tu, teraz, stanęła przede mną,
Czy miałabym ją witać jak osobę bliską,
Chociaż jest dla mnie obca i daleka?
Kiedy czytałam książkę „Droga Romo”, odnosiłam nieustanne wrażenie, że jest ona przede wszystkim odpowiedzią na ten właśnie wiersz, jest jego rozwinięciem i bolesnym do niego komentarzem.

Powieść Ligockiej to swoisty dwugłos. Narracja prowadzona jest z perspektywy młodej Romy, która opisuje swoje wchodzenie w dorosłość, swoją kolorową młodość. I tu punkt dla autorki: udało jej się odtworzyć sposób myślenia, postrzeganie świata i wrażliwość nastolatki, którą sama kiedyś była. Prosty język, wyzierająca z każdego zdania urocza naiwność i czające się na każdym kroku pułapki młodości - ot cała natura tej książki. Narrację tę przeplata jednak złożony chorągiewką (i tylko w ten sposób wyróżniony graficznie) monolog dorosłej Romy do… samej siebie z czasów młodości. Dorosłej – a więc z perspektywy tego, czego nie można już zmienić, choć dorosła Roma niejednokrotnie chce zatrzymać samą siebie i uchronić przed tym, co już i tak się stało… Trzeba przyznać, że zabieg ten, swoisty dwugłos jednej osoby, był udanym, choć nie tak przecież znowu oryginalnym pomysłem. Daje do myślenia, zachęca do próby rozmowy z samym sobą. I z tego powodu warto tę powieść przeczytać. Powieść gorzką, jak gorzkie jest to zetknięcie dwóch diametralnie różnych istot… chociaż mają to samo ciało. Czy ja też będę po latach rozmawiać z samą sobą? Czy będę chciała przed czymś siebie uchronić? Czy warto próbować pokonywać tę przepaść?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz