niedziela, 17 maja 2015

Warszawskie Targi Książki 2015

Targi, targi... W tym roku NIEPRAWDOPODOBNIE zatłoczone. Szczerze mówiąc nie pamiętam takich tłumów. Były momenty, że nie dało się przejść swobodnie, tylko utykało w tłumie o bliżej nieokreślonej wielkości. Poziom frustracji rósł na potęgę, zwłaszcza gdy spieszyło się do autora, a czas uciekał. Nie wiem, czy powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że w tym roku nie udostępniono trybun i murawy, czy po prostu faktycznie przyszło tak dużo ludzi. Ale frustracja rosła jeszcze z jednego powodu - nieoczekiwanych zmian w programie. To co było na stronie targów, nie zgadzało się do końca z faktycznymi godzinami. W ten sposób nie spotkałam się m.in. z Bohdanem Butenko, czego bardzo żałuję. Ale poza tym, jak co roku dostałam się do książkowego raju i tylko to się liczyło!!!
Podczas tegorocznych targów pierwszy raz skorzystałam także ze spotkań autorskich. Do tej pory zawsze biegałam po stoiskach, od autora do autora, a ograniczony czas nie pozwolił na to, by spokojnie przysiąść i posłuchać. W tym roku zrobiłam wyjątek i byłam na wspaniałym spotkaniu z autorem "Bajek filozoficznych" Michelem Piquemalem:

Wspaniały, ciepły człowiek. Bardzo produktywne spotkanie, głównie dlatego, że autor opowiadał o edukacji filozoficznej wśród francuskich dzieci, a takie porównania są zawsze interesujące.
Byłam także na spotkaniu z Jackiem Dehnelem - ale czytelnicy Księgogrodu nie są tym zapewne zdziwieni, Spotkanie dotyczyło "Matki Makryny" i mimo ograniczonego czasu (trwało około 30 minut) okazało się niezwykle "pojemne" i treściwe. 

Ciekawa jestem, komu z Was udało się wytrwać w niebotycznej kolejce do gwiazdy tegorocznej edycji targów - Erica Emmanuela Schmitta. Ja się poddałam, a samego autora zobaczyłam dopiero na Kanapie Literackiej:
A co poza tym? Wszystko to, co cieszy oczy bibliofila. Wspaniale zaaranżowane stoiska z książkami. Poniżej stoisko francuskie:

na którym znalazłam piękne wydanie "Czarnoksiężnika z Oz":
Było i drzewko z książkami na stoisku Fundacji Orange:
Była czytająca dziewczyna:
papierowy jeżyk:
książkowa owca na stoisku wydawnictwa Czarna Owca:
a nawet olbrzymie Smerfy w części komiksowej:
Były interesująco wyeksponowane książki:

i książki w TAKICH cenach:
na stoisku promującym czeskie "Niedoparki" zaś potwierdzenie znakomitej, konsekwentnej i przemyślanej kampanii promocyjnej:
Między czytelnikami przechadzał się słonik Elmer:
A czy tego pana pamiętacie?:
Ale co najważniejsze zawsze: była okazja do spotkania z ukochanymi autorami, możliwość wymiany zdań, powiedzenia kilku dobrych słów. Wróciłam z książkami podpisanymi m.in. przez Sylwię Chutnik, Andrzeja Polkowskiego, Dorotę Gellner, Małgorzatę Strzałkowską, Jerzego Bralczyka, Lilianę Bardijewską, Jacka Dehnela i... największą niespodzianką było dla mnie to, że Maciej Wojtyszko każdemu maluje w książkach... Brombę, a Ewa Kozyra-Pawlak, wspaniała ilustratorka, autorka "Ja, Bobik" i "Liczypieski" każdemu... wkleja do książki własnoręcznie zrobione materiałowe pieski (lub kotki - zależy od książki). Oto dowód:
Kapitalny pomysł, choć i bardzo pracochłonny. Autorka "Liczypiesków" okazała się sympatyczną, pogodną i pełną energii osobą, zdecydowanie było to dla mnie najcieplejsze spotkanie na tych targach.
A na koniec dziękuję organizatorom, że mogłam odebrać wejściówkę na targi:
Do zobaczenia za rok!

1 komentarz:

  1. Było tłoczno, ciasno, zimno w jednych miejscach, a duszno w innych. Ale wyszłam BARDZO zadowolona.
    http://mcagnes.blogspot.com/2015/05/targi-ksiazki-w-warszawie-16-17-maja.html - tu więcej :)

    OdpowiedzUsuń