poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dorota Masłowska "Więcej niż możesz zjeść"

No znakomite felietony, choć jednocześnie najlepsze do czytania w autobusach i kolejkach (tudzież w miejscu chwilowego odosobnienia) – czyli w miejscach, gdzie najłatwiej o zdrowy dystans do rzeczywistości, zdecydowanie do lektury tej książki konieczny. Autorki i jej specyficznego języka oraz oglądu rzeczywistości przedstawiać nie trzeba. Nie trzeba jej (autorki) ani jego (oglądu) nawet szczególnie lubić i akceptować, ale te felietony przeczytać po prostu wypada, bo są o nas samych i o nieuświadamianej, acz wstydliwej stronie natury ludzkiej. W tych lekkich i przyjemnych, choć nie zawsze smacznych tekstach kryje się niebanalna, uszczypliwa, złośliwa, ale cholernie trafna diagnoza współczesnych czasów. I ich gorzka ocena. A jednocześnie stanowią kapitalną, łatwą i przyjemną rozrywkę czytelniczą – zachwycają pomysłem, eklektycznym językiem, specyficzną składnią (momentami – odnosiłam wrażenie – że jednak na granicy poprawności), świeżymi skojarzeniami, a przede wszystkim nieprawdopodobnym zmysłem obserwacji i oceny. Trzeba mieć nie lada talent, aby wysmarować takie teksty (jeśli już pozostajemy w nomenklaturze kulinarnej). Odważne, inne, łamiące językowe konwenanse, mówiące o podstawowej czynności ludzkiej – jedzeniu – z dużą wiedzą kulturową, prześmiewczo, karykaturalnie, a  jednocześnie cholernie prawdziwie. Chcecie się dowiedzieć, co to jest syndrom hrabiny Potockiej, dlaczego tak lubimy jedzenie all inclusive, gdzie zawozi autorkę machina czasu i co zrobić z niepotrzebnym banknotem stuzłotowym? – przeczytajcie tę książkę. Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz