niedziela, 26 lipca 2015

Marianne Malone "68 pokojów"

No i mamy na polskim rynku kolejną wartościową serię dla młodzieży. Serię, bo to pierwsza część cyklu, która jednak zamyka na tyle dużo wątków, że można poprzestać na jej lekturze albo ponownie pozwiedzać z bohaterami pokoje pani Thorne. Do wyboru, jeśli jednak mogłabym coś doradzić – warto tę wędrówkę chociaż zacząć…

Sama – muszę uczciwie przyznać  uwielbiam takie książki, które powstały z inspiracji faktycznie istniejącym miejscem, które można potem zobaczyć (no, w tym przypadku za pomocą wujka Google, bo do Chicago trochę daleko). Uwielbiam takie inspiracje, takie popisy wyobraźni serwowane młodym, podatnym na nie jeszcze umysłom.  W przypadku tej serii są to miniaturowe pokoje znajdujące się w Instytucie Sztuki w Chicago. Dwójka przyjaciół przypadkowo znajduje zaczarowany klucz, dzięki któremu może zmniejszać się i wędrować po zaczarowanych pokojach. Ale to nie wszystko. Wyjście z nich wiedzie… w czasy, które reprezentują te pokoje. Mamy tu więc klasyczny miks motywów znanych i lubianych w literaturze dla dzieci; począwszy od zmiany wielkości (Carroll kłania się tu w pas), przez zaczarowane klucze, występujące w niezliczonych wariantach podróże w czasie (tu jednak wyjątkowo świeżo pozyskane), tajemniczą antykwariuszkę, na elementach rodem ze świata Pożyczalskich kończąc (patrz: rozdział „Zastosowania taśmy klejącej”). Niby nic oryginalnego, niby wszystko schematyczne (włącznie z zakończeniem w warstwie realistycznej), ale jednak świeże i cieszące wyobraźnię. Warto polecić tę serię młodym czytelnikom. Ci, którzy przystępują do lektury książki, muszą jednak spełnić jeden warunek; naprawdę skorzystać z pomocy wujka Google i posiąść jakiekolwiek wyobrażenie o tym, jak wyglądają i jak są eksponowane autentyczne pokoje Pani Thorne. Bez tego ani rusz. Za to później można już bez obaw oddać się uroczej wędrówce po maleńkich pokoikach. Któż z nas nie marzył o tym, będąc dzieckiem? Kto nie zaglądał z fascynacją do lalczynych domków? Sukces tej książki opiera się na tym właśnie, nie zawsze pamiętanym marzeniu z dzieciństwa…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz