środa, 15 lipca 2015

Ziemowit Szczerek "Siódemka"

Czytałam książkę „Paczka radomskich”, czytałam „Przyjdzie Mordor…” – a jakże. Tylko że wymiękłam, gdy przyszło do opisania obu na blogu, czego z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn po prostu się nie podjęłam. Nie potrafiłam się z książkami Szczerka skonfrontować.  Lektury „Siódemki” pomijać już jednak milczeniem niepodobna, zwłaszcza że to specyficzne pisarstwo Szczerka przypadło mi od pierwszych zdań do gustu, mimo zwykle przeze mnie nietolerowanego natężenia wulgaryzmów wszelkiej maści i pochodzenia. Ale od początku.
Główny bohater wraca po Święcie Zmarłych z Krakowa do Warszawy, bo następnego dnia ma jakieś ważne spotkanie w stolicy. Początkowo książka wydaje się zupełnie realna; bohater jedzie siódemką, autor opisuje i komentuje otaczającą tę trasę rzeczywistość, konkretne i realnie istniejące obiekty. Kiedy jednak do kierowcy przysiada się wracający ze zjazdu miłośników prozy Sapkowskiego (świetne!) Wiedźmin i częstuje wiedźmińskimi „eliksirami”,  normalny tok fabuły zamienia się w jakąś pijacko-narkotyczną malignę. Statut tej fabuły staje się niejasny, coraz bardziej fantastyczny w swojej logice, przy jednoczesnym, zupełnie trzeźwym trzymaniu się samej „siódemki”. Podoba mi się ta zmiana perspektywy, nie wiadomo dokładnie, kiedy się pojawia, ale wiadomo, że jest nieustanną serią oczek puszczanych do zdezorientowanego chwilowo czytelnika. Jedno zostaje w niej niezmienne do końca – cała ta podróż jest długim i burzliwym rozliczeniem z Polską i polskością. Programowym wręcz – choć pewnie sam autor by się uśmiał, a może i nawet wkurzył, gdybym próbowała wrzucić tę książkę do  wora z "dziełami" programowymi.
A co o Polsce myśli główny bohater? Szczerek rozlicza nasz kraj bez sentymentu, odważnie i ze swadą. Można się z tą wizją Polski nie zgadzać, można się oburzyć – ale na pewno trzeba ją najpierw poznać. Sama usilnie staram się nie patrzeć na swój kraj oczami autora, ale cenię tę bezduszną momentami, ale i jednostronną karykaturę. Szczerek rozlicza Polskę w sposób prześmiewczy (podczas kłótni gipsowych królów polskich płakałam ze śmiechu – a traf chciał, że akurat w autobusie czytałam ten fragment), ale i momentami mocno dający w kość (finałowa wizja ataku Rosji na Polskę robi wrażenie i daje do myślenia).
Wartością książek Szczerka, „Siódemki” także, jest język: pełen skomplikowanej składni (momentami przegina), świetnych neologizmów i rozpanoszonych wszędzie wulgaryzmów, które, kurde, kompletnie w tej, ani pozostałych jego książkach – nie rażą… Wręcz przeciwnie.
Znakomita rzecz. Warta przemyślenia. Pod tą głęboką warstwą ironii i uszczypliwości, pod tymi tonami wulgaryzmów i pod tymi zawiłymi narkotycznymi wizjami kryją się bowiem ważne treści, które warto przyswoić i przewartościować.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz