sobota, 8 sierpnia 2015

Anna Janko "Mała zagłada"

Najpierw dwa słowa o tym, jak dotarłam do tej książki. Przede wszystkim powinnam napisać, że staram się omijać wojenne tematy i opracowania. Mam do tego prawo. Kropka. I chociaż wiedziałam, że taka książka wyszła, miałam ochotę i ją ominąć szerokim łukiem. Byłam jednak na spotkaniu z autorką, a to co mówiła o „rozpaczy genów”, było dla mnie tak wielkim zaskoczeniem i wywołało takie poruszenie, że postanowiłam zmierzyć się z tym tytułem. I powiem tak: nie mogłam doczekać się, kiedy skończę tę książkę, kiedy ją z siebie zrzucę jak jakieś jarzmo, żeby ponownie wrócić do swojego domowego ciepełka, którego przecież nikt na razie nie burzy. Nie wiedziałam, gdzie tę książkę czytać… Tak gdzie zawsze? Przy jedzeniu – czytając o głodzie wojennych dzieci? W autobusie? Słysząc radosne szczebiotanie córeczki? No kurde, gdzie czytać o tak strasznych sprawach, o męczeństwie dzieci, o traumatycznym dzieciństwie…  Jak o nich czytać? Szybko – byle zepchnąć czy wolno – pętając się w ponurych przemyśleniach? Do ostatniej strony nie wiedziałam, JAK tę książkę czytać, ale wiedziałam, że przeczytać ją do końca trzeba. To jeden z najbardziej wstrząsających głosów o wojnie, z jakim się spotkałam. Trzeba tę historię poznać - to nasz obowiązek wręcz – z ogólnoludzkiego punktu widzenia. Bo to nie tylko historia o zagładzie wsi Sochy, pisana z perspektywy córki, której matka przeżyła apokalipsę, ale głos, który próbuje  pojąć zmysłami mechanizmy wojny. To wreszcie głos, który uświadamia wiele o nas samych, właśnie te fragmenty dotyczące przenoszenia w genach traumatycznych wydarzeń mamy obowiązek wręcz odnieść do nas samych.
Już sama okładka robi nieprawdopodobne wrażenie – jeśli mówi się, że jedno spojrzenie potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów, to tu można to świetnie odnieść do okładkowej fotografii – zdjęcia ocalałego rodzeństwa, które kilka miesięcy wcześniej przeżyło pacyfikację wsi i widziało śmierć własnych rodziców. I rozpad świata – dziecięcej rzeczywistości. Wiecie, że musiałam obłożyć tę książkę, bo nie mogłam każdorazowo patrzeć bez emocji na te twarze?

W tym emocjonalnym świadectwie autorka uświadamia nam, że pokój  jest tylko czasem między wojnami. Nie pozwala nam na spokojną lekturę, każe ten spychany do podświadomości fakt rozdrapać, przemyśleć i przefiltrować. Wnioski są wstrząsające.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz