niedziela, 6 września 2015

Barbara Kosmowska "Kolorowy szalik"

Ta książka poruszyła mnie w takim stopniu, że w zasadzie od razu zapragnęłam kupić ją małej jeszcze córeczce i postawić na jej półce z książkami, by, gdy pójdzie do szkoły i będzie w wieku bohaterów, dyskretnie wyjąć ją z półki i zaproponować do czytania. Zamówiłam ją też od razu w księgarni, żeby nie zapomnieć w przyszłości tego tytułu – bo powinien być wciągnięty na listę obowiązkowych lektur dla szkolnych dzieci. Choć może nie, bo wtedy nie byłby już pewnie tak odbierany… Dawno, dawno, dawno nie czytałam tekstu dla młodych czytelników tak mądrego i tak znakomicie przy tym napisanego. Nie czytałam nic mądrzejszego chyba od czasu fascynacji twórczością Kate DiCamillo. Ale od początku. Barbara Kosmowska proponuje czytelnikom w wieku szkolnym (podstawówka, bo właśnie w podstawówce dzieje się akcja) dwa krótkie, „szybko czytające” się opowiadanka. Oba dotyczą nieco innych sytuacji szkolnych, ale oba mówią o tym samym – że zbyt szybko i pochopnie oceniamy innych i że czasami jest za późno, by naprawić swoje nawet najbłahsze głupotki, którymi zraniliśmy innych. W pierwszym opowiadaniu w wiejskiej szkółce pojawia się dziwny kolega, który nie integruje się z grupą. W drugim – śmiesznie i biednie ubrany chłopaczek, który przyjaźni się z najlepszą przyjaciółką głównej bohaterki, co powoduje u niej zazdrość i złośliwość wobec nieznajomego chłopca.  Obie sytuacje bardzo  powszechne, typowe, bardzo realne, choć oczywiście opisane w sposób wzorcowy i nieco przeidealizowany.  Obie kończą się jednak w dość zaskakujący sposób, przy czym tytułowe opowiadanie… cóż, przyszykujcie paczkę chusteczek – dobrze wam radzę.

Oba opowiadanka są króciutkie i szkicowe – i choć sam temat zasługiwałby na rozwinięcie w typową powieść inicjacyjną dla młodzieży, to jednak cały ich kunszt polega na tym, że autorka w tak niewielkich objętościowo tekstach zawarła jednocześnie tak pełną szkolną rzeczywistość i tak pełne psychologiczne portrety uczniów, że aż trudno w to na pierwszy rzut oka uwierzyć. Opisała je z nieprawdopodobnym, godnym podziwu wyczuciem i „znawstwem” tematu. Wspaniałe te portrety – pełne, prawdopodobne, mimo takiej niewielkiej objętości tekstów nie odczuwa się tu żadnej skrótowości. A w samych tych historiach jest miejsce i na humor szkolny, i łzy, i wzruszenie, i na niełatwy morał… Jest jednak przede wszystkim ogromne zrozumienie psychiki dzieciarni szkolnej. I dlatego ta dzieciarnia tę książkę chwyci. Wyczuje to zrozumienie. Trzeba im ją tylko podsunąć!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz