środa, 28 października 2015

Zbigniew Kruszyński "Kurator"

Są takie książki, które czytając – słyszę. Ba! W dodatku „słyszę” w interpretacji samego autora. Są bowiem takie książki, przy lekturze których z łatwością można podstawić sobie głos autora – jeśli go oczywiście wcześniej była okazja posłuchać. Nie wiem, czy piszę w zrozumiały sposób – chodzi o to, że niektórzy piszą dokładnie tak… jak czytają. Czytając Dehnela, słyszę jednocześnie jego głos. Czytając Kruszyńskiego – doznaję podobnego wrażenia. Kiedyś byłam na spotkaniu z nim i najbardziej pamiętam do dzisiaj monotonny, patologicznie bezemocjonalny głos, kiedy czytał obszerne fragmenty swojej książki (zdaje się, „Ostatniego raportu”). Uwierzcie mi, on naprawdę pisze dokładnie tak, jak czyta. Uwielbiam sposób, w jaki prowadzi narrację – jak umiejętnie wplata elementy strumienia świadomości, jak prowadzi słowa po równej prostej, bez wyskoków, emocjonalnych wtrętów, jemu na dobrą sprawę nawet interpunkcja nie jest potrzebna. Ta narracja – choć pierwszoosobowa – wyzuta jest z  jakichkolwiek krzyków, pisków, płynie powoli, monotonnie do bólu i każe się słuchać powoli i w skupieniu. "Domaga się uwagi” – jak znakomicie kwituje to pisarstwo Magdalena Tulli na okładce książki. A czy to zawsze narracja pierwszoosobowa, też zgodzić się bezkrytycznie nie można, Kruszyńki stosuje bowiem oryginalny chwyt; w jednym zdaniu potrafi użyć trzeciej i pierwszej osoby w odniesieniu do głównego bohatera. Kapitalny wręcz zabieg; takie rozszczepienie narracji, które spowolnia wprawdzie sam proces lektury, ale przynosi niebanalne pola do interpretacji. I tylko w jednym nie zgadzam się z Magdaleną Tulli: „Kto w nią zainwestuje, będzie się cieszył świetnie napisaną, daleką od banału historią o miłości i śmierci, o poczuciu sensu i pustce” – zachwyca się pisarka kolegą po fachu. Odniosłam zupełnie inne wrażenie. Banał to odpowiednie słowo. Bo i na dobrą sprawę ta książka jest banalna. Historia mężczyzny, który związuje się z nastolatką... Dziwny związek prowadzi do tragedii... Na studium mężczyzny w średnim wieku to za mało, na traktat o miłości – zbyt nieczytelnie. Czytałam poprzednie książki Kruszyńskiego. Sięgam po nie także dla ich formy, języka, narracji. „Kurator” to znakomita diagnoza codzienności, ale jednak banalna. Takie mam odczucie po lekturze. Prawdopodobnie mylę się i wychodzi ze mnie jakaś literacka ignorancja. Może, ale tak odczuwam tę książkę i nic na to nie poradzę…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz