niedziela, 1 listopada 2015

Grzegorz Bartos "Nigdzie teraz, teraz tutaj"

Akcja tej dziwnie zatytułowanej książki radomskiego pisarza dzieje się na żoliborskim bazarze, choć tak naprawdę mogłaby dziać się gdziekolwiek indziej. BA! Ciężko tu mówić o jakiejś konkretnej akcji – poza finałem książki nie dzieje się w niej w zasadzie nic. Cały ten niewielki objętościowo tekst wypełnia bowiem monolog Griszy, sprzedawcy gazet i innych kioskowych pierdół na wyżej wymienionym bazarze, przeplatany od czasu do czasu dialogami między nim a stałymi bywalcami tego zapomnianego momentami przez Boga miejsca. I już samo to jest w tej historii niesamowite! Że nie dzieje się w niej nic, akcja w zasadzie nie posuwa się do przodu, a jednak nie można się od tej książki oderwać. Od tej uporządkowanej pozornie narracji, od tych wszystkich ludzi, których opisuje narrator, a których poznajemy jedynie z jego właśnie punktu widzenia, nie mając możliwości obiektywnego spojrzenia, nie mając pełnego obrazu sytuacji, a jedynie strzępki cudzej obserwacji. A i sam punkt widzenia jest niebanalny – oto opowiada nam o otaczającej rzeczywistości człowiek o złamanym życiu. Grzegorz, około 40-letni mężczyzna, były punk z burzliwą przeszłością, wraca z Holandii i wynajmuje na okres dwóch lat budkę z gazetami. Siedzi w tym miejscu te dwa lata, nie bardzo wiedząc, co zrobić ze sobą dalej. Człowiek z burzliwą przeszłością i zupełnie niejasną przyszłością. Niezakorzeniony. Taki everyman współczesnych czasów trochę. W dodatku wciąż słucha utworów punkowych zespołów, których słowami raczy nas szczodrze sam autor książki. Gdybym miała określić, do jakiego gatunku zaliczyć tę książkę, chyba  postawiłabym nieśmiało na jakiś… paradokument. Autor książki nie tylko bowiem znakomicie portretuje warszawskich handlarzy, ale także w mistrzowski sposób odtwarza sposób myślenia i system wartości samego Griszy. Człowieka ukierunkowanego, czy też zdeterminowanego raczej takim a nie innym postrzeganiem rzeczywistości, a przez to ciekawego dla czytelników – zwłaszcza tych, którzy nie mieli nigdy nic wspólnego ze środowiskiem, z którego wywodzi się bohater, a i na bazary przychodzą tylko po szybkie zakupy.
Ale w tej książce jest jeszcze coś. To coś fascynuje najbardziej: choć miejsce akcji jest jednoznacznie określone, tak naprawdę mogłaby ona dziać się – jak pisałam na wstępie – na każdym innym bazarze, w każdym innym miejscu. Nie wiem tylko, czy nie smucić powinno to podobieństwo człowieczych losów…

Jednym słowem znakomita książka. Inna od wszystkich. Mądra. Gorzka. Zostaje w czytelniku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz