wtorek, 8 grudnia 2015

Andrzej Maleszka "Magiczne drzewo. Świat ogromnych"

Po kolejny tom Magicznego drzewa sięgnęłam, zacierając ręce z radości i ciekawości. Nie ma drugiej takiej serii dla młodzieży, której akcja działaby się tak błyskawicznie, a zwroty akcji byłyby takie fascynujące. Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) serii dla młodszej młodzieży. W „Świecie ogromnych” następuje jednak mała zmiana. Owszem, dzieje się w niej dużo – jak na książkę przygodową – ale mało jak na samego Maleszkę. Autor położył tym razem akcent na opis świata olbrzymów, na scharakteryzowanie go dokładnie i wyczerpująco. Fascynujące są szczególnie te opisy, które skupiają się na „proporcjach”. Przez to tajemnicza planeta olbrzymów jest jeszcze atrakcyjniejsza.  To oczywiście nie jest żaden minus tej części – jak pisałam, dzieje się w niej nadal bardzo wiele, powiedziałabym jednak, że pojawiła się z tą częścią jakaś nowa jakość.
Fascynuje mnie u Maleszki dobór motywów; czerpie  garściami z najlepszych tradycji literatury dziecięcej, ale jednocześnie nie jest to odtwórcze – to autonomiczne światy, przedmioty, sytuacje, choć gdzieś już w jakichś konfiguracjach dawno wystąpiły. A dobór ich jest wyborny: zmiany proporcji – echa Krainy Czarów, świat olbrzymich – echa przygód Guliwera. Dodałabym do tego zacnego grona jeszcze przygody Pożyczalskich. Maleszka czerpie pełnymi garściami z najlepszej tradycji – identyfikowanie jej to kolejna czytelnicza frajda.
Ta część serii ma jednak jeszcze dodatkowo jakiś niepowtarzalny klimat, przebija z niej jakiś niewyczuwalny do tej pory smutek – ten dziwny świat olbrzymów z Gustawem i Bertą na czele – bezdzietnym małżeństwem, które przygarnęło dwoje „małych” ludzików. Ta bezwarunkowa miłość i akceptacja Berty do swoich podopiecznych… To poczucie niedopasowania do rzeczywistości Alika. I wreszcie cierpienie matki – pani Szulc, która straciła swoje dziecko. Na szczęście wszystko  kończy się dobrze, ale książka pozostawia jakiś niepokój… A ostatni akapit zapowiada kłopoty w świecie Kukiego i Gabi. Chciałabym... życzyłabym sobie, żeby ta seria poszła w tym właśnie kierunku, tym bardziej że przez to kompletnie nie traci na atrakcyjności fabuły.

W ogóle marzę o tym, żeby spotkać kiedyś Maleszkę na targach. Żeby zapytać go, jak on to robi? Jak mu się to udaje, że akcja z takimi niespodziewanymi zwrotami zawsze dobiega do szczęśliwego końca? Jaki jest jego sposób pracy nad tymi książkami? Czy ma w głowie od razu zarys całości, czy tworzy tę akcję w trakcie pisania. A może ktoś już to wie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz