sobota, 20 lutego 2016

Piotr Mieśnik "Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu"

Z reguły nie czytam książek tego typu, nie interesuję się tytułami obliczonymi na sensację. Byłam jednak na spotkaniu autorskim z Piotrem Mieśnikiem, i po nim zdecydowałam się zrobić wyjątek.

Autor siedem lat pracował w brukowcu. Po odejściu z „Faktu” zdecydował się na „spowiedź powszechną” i opisał metody pracy w brukowcu. W książce roi się więc, jak się pewnie domyślacie, od sensacyjnych informacji i znanych nazwisk. Mieśnik pokazuje od podszewki kulisy wielu akcji, które można jeszcze wyszukać w internetowej wersji „Faktu” (co zresztą od czasu do czasu podczas lektury czyniłam). Sęk w tym, że… oprócz ujawniania kulisów pracy dziennikarzy brukowców, Mieśnik przeważającą część książki poświęca także… barwnemu, a jakże, opisowi alkoholowych wyczynów swoich i swoich kompanów. Alkohol leje się tu strumieniami, na każdym rogu stoi chętna pani, białe kreski wciągane są bez zahamowań. Dużo za dużo tych alkoholowych wspomnień, ale, ale… nie zmienia to faktu, że tę napisaną barwnie i żywo książkę czyta się momentami jak dobrą powieść sensacyjną . Przyznaję, nie mogłam się oderwać! Pochłaniałam ją z narastającym zdziwieniem nie tyle nad metodami pracy dziennikarzy (które intuicyjnie wyczuwa czytelnik tych późniejszych artykułów), ale sposobem życia i bycia tych dziennikarzy. I dlatego właśnie podziwiam autora książki za cywilną odwagę, z którą to swoje życie opisał. Bez wybielania, koloryzowania (mam nadzieję), za to, jak pisałam, z kaskadami alkoholu w tle. Odsłonił się dokumentnie – pozwolił przeczytać o swoich najbardziej wstydliwych grzeszkach – to najbardziej, nie dekonspirowanie Faktu – zaskoczyło mnie w tej książce. Warto ją przeczytać, mimo wszystko – jest dobrze skomponowana, barwna, pokazuje życie, do którego większość z nas nie ma dostępu…