niedziela, 20 marca 2016

pokoleniowy Pinokio

Czy macie czasami tak, że książkę z dzieciństwa utożsamiacie z konkretnym starym wydaniem? Ja tak mam z "Pinokiem". W pamięci zachowałam konkretne wydanie "Pinokia" z kolorowymi, beztroskimi, radosnymi ilustracjami. Pinokio moich wyobrażeń to uśmiechnięty pajacyk z tego wydania:


Jakże się i moje wyobrażenie dawnej książki z dzieciństwa  zmieniło, kiedy wspólnie z Olą zaczęłyśmy czytać wieczorami Pinokia z ilustracjami Innocentiego. To monumentalne, głośne wydanie warto posiadać na swoich bibliotecznych półkach, bo to właśnie ono zdaje się mówić prawdę o historii drewnianego pajacyka.
Kiedy czytałyśmy wieczorami tę książkę, doznałam wielkiego zdziwienia. Zapamiętana z dzieciństwa książeczka jest tak naprawdę mroczna, pełna ciężkich emocji i w wielu momentach kompletnie nie nadaje się dla czterolatka (nie lubię adaptacji, ale w tym wypadku są wskazane). Momentami musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby wyminąć pewne sceny, zdania, określenia zbyt drastyczne dla mojej małej słuchaczki. Ale szok mój po powtórnej - "po latach" - lekturze Pinokia był podwójny. Przy całej "ponurości" tej historii, sama postać Pinokia skonstruowana jest tak, że kilkulatek z łatwością i RADOŚCIĄ (to Ola) utożsami się z jego wadami i zachowaniem typowym dla tej grupy wiekowej, i z równie dużą radością OCENI zachowanie pajacyka. Ogromna więc i nie do pogodzenia przepaść objawiła mi się w tej historii: z jednej strony postać pajacyka, który jest nosicielem wszystkich cech kilkulatków i który został odmalowany z psychologiczną wręcz precyzją, z drugiej zaś wiele scen, które w ogóle nie nadają się do przekazania dzieciom. A w tym wszystkim genialne ilustracje Innocentiego - ponure, zimowe, bez upiększania i infantylizowania, takie, jaka NAPRAWDĘ jest ta historia. A jednocześnie pełne cudownych szczegółów, scenek rodzajowych, a przede wszystkich nietypowego "kadrowania" - wszystko to razem robi KOLOSALNE wrażenie. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że właśnie to wyobrażenie Pinokia jest zgodne z wyobrażeniem samego autora drewnianego pajacyka. Serdecznie polecam więc lekturę "wspomaganą" ilustracjami Innocentiego właśnie. Będzie PRAWDZIWSZA! A jeśli chodzi o inne wydania "Pinokia", to znalazłam jeszcze takie, jak poniżej. Jest to co prawda adaptacja, ale całkiem ładnie zilustrowana, bez niebezpiecznego kiczu. A teraz pytanie za sto punktów: Jakiego autora przypomina stary Gepetto?



2 komentarze:

  1. Autora to nie wiem. Mnie przypomina Seana Connery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli miało być "aktora", to trafiłeś w punkt.
      Czy to nowe wydanie to z Vespera?

      Usuń